czwartek, 27 czerwca 2013

6.Dziewczyna i mecz.

Rozdział dedykuję mojej nowej czytelniczce, która uprosiła mnie abym dodała go szybciej.
Pozdrawiam wszystkich czytelników :)
..............................................................................................................................
            Nastolatkowie szli właśnie korytarzem na siódmym piętrze.
-James a gdzie my właściwie idziemy?
-Zaraz zobaczysz - Odparł - To tutaj, zaczekaj chwilkę.
           Chłopak przeszedł trzy razy wzdłuż pustej ściany, myśląc swoje życzenie. Przed nimi pojawiły się srebrne drzwi. Przeszli przez nie a ich oczom ukazał się przytulny pokój z wielkim kminkiem i zastawionym stołem stojącym po środku. Ściany były bordowe a w nich znajdowały się ogromne okna przez które widać było jeziorko i błonia. Przy komiku stała kanapa i mały stolik
-To jest właśnie pokój życzeń? - Spytała brunetka.
-Tak, jeśli chcesz się do niego dostać musisz musisz tak jak ja, przejść trzy razy wzdłuż tej ściany, myśląc o tym gdzie chcesz się znaleźć - Rzekł i uśmiechnął się.
           Gdy zjedli kolację, usiedli na kanapę i rozmawiali. Carla przyglądała się palenisku. Spojrzała na Jamesa-Dlaczego mi się tak przyglądasz?-Spytała skrępowana.
-Bo jesteś śliczna, mądra, zabawna i inna niż wszystkie - Odpowiedział z uśmiechem. Zielonooka nic nie powiedziała, speszona słowami chłopaka zarumieniła się.
           James niepewnie przysunął się do Carli i delikatnie musnął jej wargi .Odwzajemniła pocałunek. Brunet objął ją ramieniem a ta wtuliła się w jego tors.
-Czyli oficjalnie mogę mówić, że jesteś moja dziewczyną? - Spytał szeptem.
-Hyyy, niech pomyślę-Udała zamyślenie - Oczywiście.
            Jamesa ucieszyła ta odpowiedz. Jeszcze bardziej przysunął dziewczynę do siebie i wtulił twarz w jej włosy. Siedzieli tak  od dwóch godzin i opowiadali sobie wybryki  z czasów kiedy jeszcze nie chodzili do szkoły.
-Kiedyś, gdy miałam sześć może siedem lat-Zaczęła-Gdy magia zaczynała się u mnie objawiać  zmieniałam kolor włosów moim braciom kiedy mi dokuczali, nie wiedzieli co maja robić i biegali do rodziców na skargę, ale zawsze to oni dostawali  kare-Oboje zaśmiali się-Należało im się.
-Rodzie mi opowiadali, że gdy miałem trzy lata grzebałem im w rzeczach i znalazłem pelerynę-niewidkę taty, chciałem zrobić im żart i schowałem się pod nią i wszedłem pod łóżko. Szukali mnie około dwóch godzin a ja leżałem tam i spałem.Gdy się obudziłem, rodzice odchodzili od zmysłów, nawet chcieli zgłosić moje zaginięcie. Dostałem wtedy karę i przez miesiąc nie mogłem latać na mojej miotełce.To były męczarnie-Zaśmiał się na wspomnienie dawnych czasów.

***

           Była sobota, dziś miał się odbyć pierwszy mecz w tym sezonie. Gryffindor przeciwko Slytherinowi. Pogoda była niekorzystna do gry. Wiał silny wiatr, i zbierało się na deszcz. Zawodnicy za chwilę mieli wychodzić z szatni. Z trybun dobiegały wesołe okrzyki uczniów. James był lekko zdenerwowany, to przecież od niego zależy wygrana drużyny.
            Kapitanowie drużyn uścisnęli sobie dłonie. Zawodnicy wsiedli na miotły i odlecieli. Pani Booch wystrzeliła kafel, tłuczki i złoty znicz. James od razu zaczął poszukiwania małej piłeczki.
           Gra trwała już  od dziesięciu minut i Gryffindor prowadził czterdzieści do dziesięciu. Chłopak po raz kolejny okrążał stadion. Kątem oka dostrzegł, ze szukający Slytherinu niebezpiecznie nurkuje. Zrobił to samo co jego przeciwnik, lecz było to tylko zmyłką. Co chwile nadlatywały tłuczki, ale pałkarze dobrze wykonywali swoje obowiązki i do tej pory żaden z zawodników Gryffindoru nie ucierpiał.
            Teraz Ślizgoni prowadzili siedemdziesiąt do pięćdziesięciu. Mała piłeczka latała właśnie nad pętlami Ślizgonów. James rozpędził się najszybciej jak mógł, wyciągnął prawą rękę przed siebie ale to na nic. Znicz zdążył umknąć, i już go nie było widać.
           Zrezygnowany wrócił na swoją dawną pozycję. Spojrzał na tablicę wyników i nie dowierzał. Ślizgoni prowadzili już dziewięćdziesiąt do sześćdziesięciu. Przyczyną tak niskiej liczby punktów były liczne faule ze strony przeciwników, oczywiście niedostrzegane przez nauczycielkę.
-Buuuuuuuuuuuu - Dało się słyszeć z trybun po stronie Ślizgonów.
-I co Potter, przegrywacie a ty nie możesz znaleźć znicza - Zadrwił szukający.
-Odwal się Grant, ciekaw jestem czemu ty go jeszcze nie złapałeś! - Krzyknął James i odleciał na drugi koniec boiska.
-I kolejny punkt dla Slytherinu. Gryffindor jest w poważnych tarapatach, jeśli Potter nie złapie znicza, przegrają ten mecz - Zawołał komentator.
           Krukonom i Puchonom zależało na wygranej Gryffindoru tak samo jak mieszkańcom tego domu.
Minęło już pół godziny, żaden ze ścigających nie złapał znicza, a w punktacji Ślizgoni dalej prowadzili.
Jak na złość zaczął padać obfity deszcz. Część uczniów zaczęła zbierać się do zamku.
            Nagle Jamesowi mignęła przed oczami ledwie widoczna złota plama. Ruszył w tamtym kierunku a widzący to jego przeciwnik zrobił to samo. Znicz  znajdował się trzy stopy nad ziemią, trzeba mieć dobrze opanowane latanie aby umieć wyhamować w odpowiednim momencie.James oczywiście umiał to zrobić ale jego przeciwnik nie. Musiał wyhamować o wiele wcześniej i w ten sposób już nie dogonił zielonookiego, który właśnie złapał znicz.

***

          Wychodząc z szatni, James usłyszał o imprezie w Pokoju Wspólny za pół godziny. Doszedł do znajomych czekających na miego.
-Świetny chwyt-Pochwalił go brat - Ale szkoda, że to nie my wygraliśmy-Dodał mniej entuzjastycznie.
-Bo wasz szukający jest do niczego.To ty powinieneś nim być, grasz tak samo dobrze jak ja - Odparł brunet.
-Sam wiesz na jakiej podstawie są wybierani gracze do naszej drużyny.
-No tak zapomniałem, że liczy się tylko władza i pieniądze, ale chodźmy bo zmokniemy.
           Ruszyli więc w stronę zamku.
Przekraczając próg byli już i tak przemoknięci do ostatniej suchej nitki.

.................................................................................................................................
Rozdział jest krotki i  nie do końca mi się podoba. Na usprawiedliwienie mam to, że nawet sama J. K. Rowling mówiła, że mecze były dla niej bardzo trudne do opisania.

Niech każdy kto czyta tego bloga pozostawi komentarz czy podoba mu się to co pisze, czy nie. Przyjmę nawet najgorszą krytykę.

piątek, 21 czerwca 2013

5.Hogsmeade.

Trochę mnie zawiedliście bo nikt nie chciał rozdziału, no ale trudno,  i tak go dostaniecie.

Rozdział dedykuję Leviosaaar :3 i Lilce bo mam pewność, że choć one dwie czytają moje wypociny.
..................................................................................................................................
          Promienie słońca przedzierały się przez zasłony łóżka Jamesa, tym samym budząc go. Była dopiero 8.17 więc nie musiał jeszcze wstawać. Koledzy z dormitorium jeszcze spali.
         Pomyślał czy on tak na prawdę chce tej randki, przecież w ogóle  nie zna tej dziewczyny, ale z drugiej strony trzeba poznawać nowych ludzi, przecież może być naprawdę fajnie. Jeśli nie spróbuje, nie przekona się a poza tym już jej obiecał, więc dotrzyma słowa.
          Kolejny raz spojrzał na zegarek , była 8.22. Postanowił wstać i iść do toalety zanim uprzedzą go jego współlokatorzy. Nalał gorącej wody do wanny, wszedł i w tej chwili wszystkie jego mięśnie się rozluźniły, było mu tak przyjemnie.
         Siedział już tak od 30 minut. Woda w wannie stała się już chłodna.
-James,długo jeszcze tam będziesz siedział, nie jesteś sam - Wołał Louis.


***

            Stał już w Pokoju Wspólnym, czekając na Gryfonkę. Dochodziła umówiona godzina, gdy na schodach do dziewczęcego dormitorium pojawiła się Carla. Była ubrana w błękitne rurki i granatowy sweterek.Jej włosy swobodnie opadały na ramiona, a jej śliczne zielone oczy miała lekko pomalowane tuszem do rzęs.Jej usta miały barwę dojrzałych, soczystych malin. Chłopak oniemiał gdy ją zobaczył.
-Hej, długo czekałeś? - Zapytała.
-Nie, tylko chwilkę.Wyglądasz naprawdę ślicznie - Powiedział James a dziewczyna lekko się zarumieniła.
-Dzięki-Odparła nieśmiało - To jak, idziemy?
-Tak, chodźmy.
           Ruszyli w kierunku portretu Grubej Damy.Szybko dotarli do Sali Wejściowej i przeszli przez kontrolę woźnego.James zdążył jeszcze wychwycić zdziwione spojrzenie Anabell, stojącej ze swoim chłopakiem.


***


            Dzisiejszy dzień nie był zbyt udany na wypad do wioski. Wiał chłodny wiatr, a do tego zbierało się na deszcz. Nastolatkowie dotarli właśnie do Hogsmead. 
-Carla, jest jeszcze taka sprawa - Zaczął James.
-Tak?
-Obiecałem Louisowi, że kupie prezent dla Becky, ten jego jest trochę  nieodpowiedni a teraz sam już nic nie kupi. Nie masz nic przeciwko?
-Oczywiście, że nie, lubię kupować prezenty,  pomogę ci coś wybrać,  bo ty chyba sam jeszcze nie wiesz co to ma być - Powiedziała dziewczyna a na jej usta wypłynął szeroki uśmiech.
-No  masz rację, trochę liczyłem, że mi pomożesz.
-No więc chodźmy, znam kilka fajnych sklepów.

***

               Obeszli już całe Hogsmeade i nic nie znaleźli. Przechodzili właśnie obok wystawy sklepu jubilerskiego, Jamesa zaciekawiła jedna z bransoletek 
-Wejdziemy tu? - Spytał chłopak.
-Właśnie miałam o to samo spytać - Odparła brunetka.
-Dzień dobry - Rzekli do starszej kobiety.
-Chcielibyśmy obejrzeć tę srebrną bransoletkę z wystawy.Tę z motywem serca - Rzekł James.
-Już, chwileczkę - Powiedziała sprzedawczyni i zaklęciem przywołując bransoletkę która wylądowała na jej dłoni.
-Myślisz, że będzie dobra? - Spytał chłopak oglądając biżuterię.
-Na pewno, jest śliczna, masz dobry gust - To powiedziawszy zarumieniła się.
-Więc weźmiemy ją - Odparł do sprzedawczyni.

            Weszli właśnie do Herbaciarni Pani Puddifoot. Byław różnych odcieniach różu,błękitu i bieli. Panowała tu bardzo romantyczna atmosfera. Wzrokiem wyszukali parę i podeszli do niej.Carla zagadała Becky a James dyskretnie podał Louisowi małą paczuszkę.
-Wiecie, nie będziemy wam przeszkadzać.Pójdziemy już-Oznajmił James - No to cześć.
-Bawcie się dobrze-Pożegnała się Carla.
-Wy też - Odparła Becky.

-Chciałabyś tu zostać czy wolisz pójść gdzieś indziej-Spytał uśmiechając się.
-Zostańmy tutaj, rozgrzejemy się i potem może pójdziemy jeszcze gdzieś.
-No to okej, strasznie zmarzłem-Powiedział brunet i ręką wskazał na wolny stolik pod oknem.
          Usiedli, zamówili ciastka i gorącą czekolad. Rozmowa szła gładko, poznali się lepiej. James dowiedział się, że Carla ma trzech starszych braci którzy nauczyli ja grać w Quidditcha. James opowiedział jej o swoim rodzeństwie i kuzynach.Zupełnie zapomnieli o wszystkim co było dookoła nich .Minęły już trzy godziny kiedy postanowili wrócić do zamku.
           Wyszli z kawiarni i ruszyli w stronę zamku.Szli już od jakiś pięciu minut. James widząc jak dziewczyna marznie, okrył ja swoja bluza .
-Dzięki-Rzekła dziewczyna uśmiechając - Ale teraz tobie będzie zimno.
-Nie będzie, nie przejmuj się - Odparł i odwzajemnił uśmiech.
             Ponownie zaczęli rozmawiać i w ten sposób minęła im cała droga aż do Pokoju Wspólnego Gryffindoru.
-Dziękuje za bluzę-Powiedziała i oddała ją chłopakowi - Było bardzo miło-To powiedziawszy uśmiechnęła się.James ponownie go odwzajemnił, miała taki piękny uśmiech, że nie sposób było tego nie zrobić.
-To może to powtórzymy?Jutro o 18.00? - Spytał. Dziewczyna zarumieniła się i tylko skinęła głową twierdząco.
-Do jutra - Powiedziała i niepewnie pocałowała chłopaka w policzek.
            James patrzył jeszcze jak zielonooka znika na schodach do dormitorium.
Całej tej scenie bacznie przyglądała się Anabell i jej przyjaciółki oraz reszta uczniów znajdujących się w Pokoju Wspólnym.Niektóre dziewczyny były zazdrosne, ponieważ jeszcze niecały rok temu James był zwykłym podrywaczem, w którym kochała się połowa dziewczyn w Hogwarcidzie, ale w te wakacje coś się zmieniło, po prostu wydoroślał.

***

            Gdy przekroczył próg dormitorium od razu usłyszał głos swojego kuzyna.
-James, jesteś genialny. Becky była zachwycona tą bransoletką. Wisze ci przysługę.
Chłopak uśmiechnął się pod nosem i nic nie mówiąc skierował się w stronę swojego łóżka.
.............................................................................................................................................
Przepraszam że rozdział taki krótki. Kolejny mam napisany ale jeszcze na razie go nie dodam.
Piszcie swoje opinie ale również te związane z akcją i wątkiem .

niedziela, 16 czerwca 2013

Ogłoszenie parafialne.

Mam napisany kolejny rozdział, ale nie wiem czy go już dodać, ponieważ poprzedni przeczytało zaledwie kilka osób. Jeśli chcecie abym go dodał napiszcie komentarz a jeśli będzie (jak dla mnie) wystarczająca ilość to automatycznie pojawi się nowa notka.

poniedziałek, 10 czerwca 2013

4.Rozmowa.

            Przeszli właśnie przez drzwi. Chłopak pomyślała ,że może jak się komuś wygada to zrobi mu się lepiej, może Ros go zrozumie, poradzi mu co mam robić.
- No wiec?-Zaczął James.
- Na razie wiem tylko tyle, że zaprosiłeś Anabell na randkę a ona Ci odmówiła -Odpowiedziała rudowłosa.
- No tak, tak  było .
- A powiesz mi coś więcej, może ci w czymś pomogę, nie możesz się w sobie zamykać. Wszyscy się o ciebie martwimy.
- No wiem, ale nie chciałem żebyście wiedzieli ,żeby ktokolwiek wiedział.
- Ja cie rozumiem, naprawdę. Wiem jak to jest. Choć to trudne, najlepiej jest o tym zapomnieć.
- Tak myślisz? Bo ja naprawdę nie wiem, co mam zrobić.
- Niedługo zaczną się treningi, będziesz miał mniej czasu na rozmyślanie nad dziewczynami. Będziesz myślał  nad tym jak złapać znicz-Powiedziała Rose i uśmiechnęła się delikatnie.
            James odwzajemnił uśmiech. Zrobiło mu się trochę lżej ,że ktoś chciał wysłuchać jego żali .Mijali właśnie jezioro . Tafla była bardzo gładka . Nie wiał nawet najmniejszy wiatr. Był piękny Wrześniowy dzień .
- James a ty tak na poważnie myślałeś o Ann?-Zapytała rudowłosa.
- No wiesz przedtem też uważałem ją za ładną , ale tak pod koniec piątej klasy mi się spodobała .
- Aha , może to tylko chwilowe. Zobaczysz niedługo spotkasz kolejną fajną dziewczynę która będzie wolna.
- Miejmy nadzieję .A co tam u ciebie?Jestem strasznym egoistą ,gadam tylko o sobie.
- Nieprawda ,nie jesteś ,a u mnie po staremu , chłopak który mi się podoba ,mnie nie zauważa , ja nie wiem co mam zrobić żeby chociaż powiedział mi te głupie "cześć" .
- A czemu to ty do niego nie zagadasz pierwsza? My jesteśmy inni niż wy i nie zauważamy waszych "sygnałów" .
-Bo to wy macie zrobić ten pierwszy krok, co ja bym zrobiła gdyby powiedział że mu się nie podobam? Spaliła bym się ze wstydu.
- Czyli to my mamy zrobić z siebie idiotów gdy nam odmówicie, tak jak ja?-Zapytał lekko rozbawiony słowami kuzynki .
- James, ja przepraszam ,nie obrażaj się , nie to miałam na myśli .
-Wiem, ale lubię łapać cię za słówka  ,wtedy tak słodko się tłumaczysz .-Powiedział James śmiejąc się zadziornie .
- Świnia -Powiedziała Rose ,udając ,że się obraża .
- Że ja świnia ,tak?
- Tak-Odparła.
            James złapał kuzynkę w tali, podniósł ją  i położył  sobie na ramieniu. Była bardzo drobną dziewczyną więc nie miał z nią żadnego problemu. Zaczął iść w stronę jeziora.
- JAMES PUŚĆ MNIE!!! - Krzykneła dziewczyna, próbując wyrwać się z uścisku kuzyna. Miała z tym problem gdyż był on dość silny.
- Trzeba było się nie zaczynać .-Odpowiedział śmiejąc się z poczynań kuzynki.-Mi i tak nie dasz rady.
- James proszę cie puść mnie - Gdy zobaczyła gdzie niesie ją chłopak zaczęła jeszcze bardziej się wyrywać -
JAMES, BŁAGAM TYLKO NIE DO WODY!!
- A dalej jestem świnia?
- Tak, ale puść mnie.
- Jesteś tego pewna - Spytał stojąc na brzegu pomostu.
- Dobra nie jesteś, a teraz postaw mnie na ziemie.
- Jak sobie życzysz ,i nie zadzieraj ze mną więcej bo jestem starszy ,silniejszy i mądrzejszy.
- Ty mądrzejszy?- Spytała z uśmiechem dziewczyna.
- Chcesz wylądować w tym jeziorku?
- Dobra, nie. Wracamy już?
- Tak ,chodźmy, bo strasznie głodny jestem. A ty?
- Tak, ja też.
***

Minął już kolejny miesiąc .Była połowa Października .James od rozmowy z Rose stał się taki jak dawniej , poukładał sobie wszystko i zdecydował że nie może załamywać się z powodu dziewczyny  Treningi zaczęły się już dwa tygodnie temu , lecz im było bliżej do pierwszego meczu stawały się dłuższe i bardziej wyczerpujące .Trenowali cztery razy w tygodniu . W każdą pogodę . Kapitan dawał im niezły wycisk , ale było to słuszne ponieważ ich pierwszy mecz mieli rozgrywać ze Ślizgonami .

            James właśnie wracał z lekcji .Szedł do biblioteki aby napisać esej na temat zaklęcia Patronusa. Wszedł do biblioteki .Wziął  potrzebne książki  i usiał przy pustym stoliku .Minęła już godzina a on nie miał jeszcze zapisanej połowy tego co zadała im Profesor.
- Hej James, można się dosiąść? - Zapytała dziewczyna wskazując na krzesło. Jest Gryfonką z jego rocznika. Ma długie czekoladowe włosy opadające falami do pasa, duże zielone oczy a figurę niemal doskonałą. Podobała się wielu chłopcom ale nigdy żadnego nie chciała. Była typem cichej dziewczyny żyjącej w swoim świecie.
- Tak, siadaj Carla - Odparł chłopak.
- Piszesz esej na  Transmutację? - Spytała.
- Tak, ale marnie  mi to idzie, a ty już napisałaś?
- Właśnie skończyłam - Powiedziała i skinęła w stronę wypracowania trzymanego w ręku.
- Aa, dałabyś przeczytać, tak dla wzoru?
- Jasne, trzymaj - Odparła i podała chłopakowi pergamin - Próbowałeś już wyczarować Patronusa?
- Ja jeszcze nie, a ty?
- Trochę ale mi nie wychodziło. A, James pewnie wiesz, że jutro jest wypad do Hogsmade i chciałam zapytać czy nie poszedłbyś tam ze mną?
- No dobra, to jutro o 12.50 będę czekał w Pokoju Wspólnym, okej? - Odpowiedział, niepewnie chłopak.
- No dobrze - Odparła i posłała chłopakowi szeroki uśmiech - To do zobaczenia - I ruszyła w stronę dwóch  przyjaciółek bacznie przyglądających się ich rozmowie.
       W bibliotece spędził jeszcze półtorej godziny, lecz wreszcie skończył.Wstał od stolika. Odłożył książki na półki i wyszedł.
       Droga do Wieży Gryffindoru minęła mu szybko. Przeszedł przez portret Grubej Damy i sprawdził czy ktoś z jego przyjaciół jest jeszcze w Pokoju Wspólnym. Nikogo nie było więc skierował się do dormitorium.Gdy otworzył drzwi jego oczom ukazał się niesamowity bałagan.
- Chłopaki, co tu się stało-Spytała James -Wygląda jakby tędy trąba powietrzna przeszła.
- To tylko Louis szuka ubrań na jutrzejszą randkę - Zaśmiał się Fred.
- Nie śmiej się, to nie byle jaka randka - Oburzył się Louis.
- No oświeć mnie - Powiedział Fred.
-Jutro minią trzy tygodnie jak chodzę z Becky.
- A co dla niej masz? - Zapytał James.
- Pudło słodyczy - Odparł.
- Czyś ty zgłupiał, kupować dziewczynie pudło słodyczy - Do rozmowy dołączył się Kris, który właśnie wyszedł z łazienki.
- Przecież ona lubi słodycze - Bronił się Louis.
- Ale na rocznicę? - Zapytał James - Przecież ona cie rozszarpie jak je zobaczy.
- To co ja mam teraz zrobić? W  Hogsmade nigdzie nie pójdę, bo będę z nią - Rzekł zrezygnowany chłopak - A wy idziecie?
- Ja i Fred mamy szlaban u McGonagall - Odparł Kris.
- No to pozostajesz mi tylko ty James - Rzekł  chłopak.
- Ale ja mam randkę.
- O nowość, James ma randkę, co ci się stało, że zaprosiłeś jakąś dziewczynę? - Zapytał Kris.
- To nie ja ją, tylko ona mnie - Odpowiedział.
- No to pójdziesz z nią, doradzi ci - Rzekł błagalnie Louis.
- No dobra, a co to ma być? - Zapytał  James.
- Wymyśl coś, błagam cię.
- No dobra ale nie miej potem do mnie pretensji jak jej się nie spodoba.
- Na pewno to będzie coś fajnego.
         James poszedł wziąć kąpiel a gdy wyszedł z toalety położył się na łóżku i zasnął.
..................................................................................................................................
Rozdział jako tako mi się podoba ,starałam stosować się do wszystkich waszych rad i mam nadzieję ze już jest trochę lepiej. Piszcie wasze opinie ,czy są pozytywne czy negatywne  :)

wtorek, 28 maja 2013

3.Przepowiednia.

       Wszyscy wyszli z klasy i ruszyli w stronę Wieży Astronomicznej. Zajęcia mieli mieć z profesor Sybillą Trelawney. Wdrapali się po drabinie do okrągłego pomieszczenia w którym było bardzo duszno przez liczne kadzidełka. Lekcje mieli mieć z Krukonami. Chłopcy usiedli przy stoliku pod oknem.
-Dobrze dzieci dziś będziemy wróżyć przyszłość  z kryształowych kul. Usiądźcie się parami.
James usiadł z Krisem ,a ukradkiem spoglądając stwierdził że Anabell usiadła ze swoją najlepszą przyjaciółka Marisą.
-Wszyscy mają kule? Tak? Więc niech każdy  przyjrzy się jej i powie co widzi.
-Może ty - Wskazała na jedną z Krukonek.
-To, to wygląda trochę jak słoń.
-Tak słoń.-Powiedziała jak by zamyślona nauczycielka - To oznacza, że w najbliższym czasie spotka cię szczęście - Dziewczyna uśmiechnęła się.
-To może teraz ty - Wskazała na jedną Gryfonkę.
Dziewczyna trochę nieśmiało powiedziała :
-Wydaje mi się że to jest gołąb.Co on symbolizuje Pani profesor?
-To, że niedługo spełni się twoje najskrytsze marzenie .
       Dziewczyna lekko się  zarumieniła i spuściła głowę. Po chwili spojrzała  na Louisa. Ten też się zarumienił.
-To może teraz ty chłopcze - Wskazała na Jamesa.
-Ja ,widzę tak jakby to była podkowa ale tu jest też coś na kształt krzyża (?) - Zdziwił się .
-Ciekawe, ciekawe - Powiedział nauczycielka bardziej do siebie niż do uczniów.
-Pani profesor a co to znaczy? - Spytała jakaś Gryfonka.
-Ból i cierpienie po którym przyjdzie szczęście - James teraz był naprawdę  zdziwiony, ale pomyślał że coś źle odczytał, bo przecież co to może oznaczać.
Tak minęła im cała lekcja.

***

         James wraz z Krisem, Fredem  i Louisem siedzieli w Pokoju Wspólnym i pisali esej na transmutację. Nie było tam prawie nikogo, ponieważ  większość wolny czas spędzała na błoniach. Tkwili tu  już od półtorej godziny.
-Ja mam dosyć idę się przejść, idzie ktoś ze mną? - Spytał James.
-Ja nie mogę ,muszę jeszcze to dokończyć - Odpowiedział Kris.
-Ja też - Dodał Fred.
-A ty Louis?
-Stary ja dopiero co zacząłem.
-Dobra to idę sam.
         Wyszedł przez portret Grubej Damy. Szedł jednym z korytarzy. Myślał o dzisiejszej lekcji Wróżbiarstwa Nagle na kogoś wpadł. Była to Anabell .
-Przepraszam - Powiedział i pomógł zbierać dziewczynie książki które wypadły jej z rąk - Zamyśliłem się.
-Nic się nie stało - Powiedziała biorąc od niego ostatnią książkę.
-A, Anabell,  chciałem Cię o coś zapytać - Powiedział trochę zawstydzony.
-Tak?
-Bo, może byś chciała pójść ze mną na  spacer ?
-E, James tobie chodzi o randkę?
-Noo, tak.
-James, ty jesteś fajnym chłopakiem ale ja już kogoś mam. Przepraszam.- Powiedziała i ze spuszczona głową   ruszyła w stronę Wieży Gryffindoru.
James nie wiedział co ma myśleć, miał kompletny mętlik w głowię. Wrócił do Wieży.
-Hej stary co ty taki przygnębiony, masz minę jak by ktoś umarł - Zaśmiał się Kris.
           Chłopak go zignorował i skierował się do dormitorium. Było puste. Poszedł do łazienki i wziął kąpiel. Gdy wyszedł położył się do łóżka i od razu zasnął.


***

            Od owego zdarzenia minęły już prawie dwa tygodnie. Był sobota.Teraz James każdą wolna chwilę spędzał w dormitorium lub bibliotece. Teraz siedział w Wielkiej Sali na śniadaniu. Wstawał właśnie od stołu gdy za plecami usłyszał jakiś głos.
-James możemy porozmawiać? - To była Rose (Choć jest o dwa lata młodsza zawsze była blisko z Jamesem gdyż była jedyną dziewczyną z którą mógł porozmawiać )
-A o czym ty chcesz rozmawiać - Spytał dość oschle.
-O tobie.
-Więc nie ma o czym.
-Owszem jest .Od prawie dwóch tygodni jesteś jakiś dziwny ,zamknięty w sobie. Unikasz nas wszystkich .Chodzisz przygnębiony.Co się z tobą dzieje? Przecież wiesz ,że mi możesz powiedzieć o wszystkim.
-Nie chce o tym gadać, dobra?
-Dobra, nie będę Cię zmuszać, jak zmienisz zdanie to wiesz gdzie mnie szukać-Powiedziała i wróciła do  stołu.

           James chciał być teraz sam. Szedł właśnie na siódme piętro, gdy był w pierwszej klasie tata mu powiedział ze znajduje się tam pokój Życzeń. Wyjaśnił mu, że trzeba przejść trzy razy wzdłuż pustej ściany myśląc życzenie gdzie się chce znaleźć.
          Był już prawie na miejscu gdy po drodze spotkał Anabell, szła z jakimś Gryfonem z siódmej klasy. W środku aż zagotował się z zazdrości ale nie dał tego po sobie poznać. Przyśpieszył kroku i przeszedł niby obojętnie. Nie wiedział jakie życzenie pomyśleć. Wtedy przypomniał sobię dom. Jak on chciał by się  tam znaleźć.Właśnie w tej chwili pojawiły się przed nim drzwi .
           Obejrzał się czy nikt go nie widzi i wszedł do środka.Pomieszczenie w którym się znalazł wyglądało jak dokładna replika jego pokoju w Dolinie Godryka.Usiadł  się na łóżku. Pomyślał o rodzicach.Od czasu przyjazdu do nich nie pisał .Pomyślał ,ze chciał by mieć tu pióro, kałamarz i pergamin. Jak pomyślał tak się stało.

Kochani rodzice,
U mnie wszystko w porządku  ,nie zarobiłem jeszcze żadnego szlabanu  i nawet lepiej idzie mi  z ocenami .
A u was? Wszystko w porządku?
James


           Życzenie się spełniło i w okno zapukała sowa. Przywiązał list do jej nóżki i wypuścił ja, Położył się na łóżku i choć nie było jeszcze nawet południa, usnął .Rano obudziła go mała płomykówka, która zawzięcia pukała w szybę.Wstał i otworzył okno aby  sowa mogła wlecieć.Upuściła list na łózko i wyleciała z pomieszczenia.Wyjął list z koperty  i zaczął czytać.


James,
Tak u nas wszystko dobrze ale nie musisz udawać Lily  wspominała że  od  początku roku jesteś jakiś zamknięty w sobie  i z nikim nie chcesz rozmawiać. Myślałem, że sam napiszesz  jeśli będziesz chciał porozmawiać  ale widocznie myliłem się. Jeśli będziesz chciał chętnie wysłucham co cie gnębi a jeśli nie chcesz, nie będę naciskał.
Kocham Cie, tata.

Wziął do ręki pióro i pergamin i naskrobał kilka słów.

Tato,
dzięki ale  sam muszę sobie z tym poradzić.
Pozdrów  mamę i  dziadków.
James.

Po raz drugi do okna zapukała sowa i czekała aby przywiązać jej list do łapki.

*** 
(Tym czasem w pokoju wspólnym )

-No i gdzie on jest?! Jesteście pewni, że nie wrócił na noc do dormitorium? - Spytała nerwowo Rose.
-Tak, nie było go - Odpowiedział Fred
-Znajdzie się - Odparł niczym nie przejęty Kris.
-Nie ma go od wczorajszego poranka, coś musiało się stać! - Powiedziała coraz bardziej zdenerwowana Rose.
-A ja mówię wam zabalował pewnie z jakąś panną i zaraz wróci - Powiedział spokojnie chłopak.
-Kris!! Nawet nie wiesz w jakim on był stanie gdy go ostatnio widziałam. Nie był w nastroju na zabawę! Uwierz mi! - Wybuchła Rose
-No dobra, dobra. Tylko żartowałem.
-A ja nie mam nastroju na żarty!
-Coś się stało, słychać was aż w dormitorium? - Spytała Anabell .
-Tak, James nie wrócił od wczoraj od rana, nie wiemy co się z nim dzieję. Ostatnio jest jakiś zupełnie inny.
-Rose możemy porozmawiać na osobności - Spytała patrząc na chłopców.
-Jasne. Chłopaki zostawcie nas na chwilę .
-Ok już nas nie ma.
        Odczekały chwilkę aż chłopcy się oddalą, aby  ich nie słyszeli.
-On prze zemnie się tak dziwnie  zachowuje - Powiedziała spuszczając głowę.
-O czym ty mówisz An? -  Spytała zdziwiona Rose.
-No bo to moja wina. W pierwszy dzień zapytał mnie o randkę, a ja mu odmówiłam, bo od trzech miesięcy jestem z Alexem, nic wam wcześniej nie mówiłam bo nie było się czym chwalić. A wczoraj James widział nas razem, szedł wtedy chyba na siódme piętro.
-Dzięki ,muszę wyjść - To powiedziawszy wybiegła  z Pokoju Wspólnego i skierowała się tam  gdzie mówiła Anabell. 

***

          James wychodził właśnie z Pokoju Życzeń, chciał iść na błonia.
-James zaczekaj - Usłyszał za plecami wołanie kuzynki.Poczekał aż do niego dojdzie i zapytał :
-O co chodzi?
-Musimy porozmawiać.
-Właśnie szedłem na błonia.
-Więc idziemy - Powiedziała dziewczyna i pociągnęła  go za rękaw.

poniedziałek, 27 maja 2013

...

Ludzie ,proszę jeśli zaczęliście czytać tego bloga ,wyraźcie to co o nim myślicie .To dla mnie bardzo ważne .

niedziela, 26 maja 2013

2.Wreszcie Hogwart.

           Wszyscy zaczęli zbierać swoje rzeczy z półek. James widział jak Anabell męczy się ze zdjęciem kufra więc powiedział :
-Może pomóc?
-A mógł byś? - Spytała uśmiechając się do chłopaka.
-Jasne.
-Dziękuje.
- Nie ma sprawy - Od powiedział puszczając jej oczko.
         Uczniowie zaczęli wysiadać z pociągu a w oddali można było słyszeć:
-Pirszoroczni, do mnie! Pirszoroczni! - Zagdżmiał głos gajowego
-Witaj Hagrid - Przywitali się wszyscy - Miło Cię widzieć!
-Witajcie dzieciaki .Was też. Ale żeście wyrośli! - Rzekł Olbrzym
-Do zobaczenia później! - powiedziała Lily-Niedługo Cię odwiedzimy!
-Trzymam za słowo.
-No lećcie już bo się spóźnicie.
-To do zobaczenia-Powiedziała Roxann
          Ruszyli w stronę powozów.Usiedli się w jednym z nich i jechali ciągnięci przez niewidzialne stworzenia.
-Jak dobrze znów być w domu - Oznajmiła Anabell.
-Taaak - odpowiedział zamyślony James.
           Po kilku minutach dojechali przed drzwi wejściowe.Wysiedli z powozu i ruszyli ku drzwiom wejściowym.Przeszli przez Salę Wejściową i weszli do Wielkiej Sali. Usiedli przy stole Gryffindoru i zaczęli rozglądać się w poszukiwaniu przyjaciół. Jedynie Albus ruszył w stronę stołu Slytherinu. Miał tu kolegów lecz jednak wolałby być razem z rodzeństwem i kuzynami.Niestety, Tiara Przydziału podjęła decyzję i musiał się z tym pogodzić.

***

           Drzwi do wielkiej Sali otworzyły się i weszli przez nie wystraszeni pierwszoroczniacy. Szli za Profesorem Flitwickiem niosącym starą Tiarę Przydziału i krzesełko. Rozpoczęła się ceremonia przydziału lecz James słyszał tylko oklaski, gdy któryś z uczniów został przydzielony do domu.
         Był zapatrzony w Anabell. Przyglądał się jej i wciąż  było mu mało. Podziwiał jej długie blond włosy,  jej śliczne oczy które świeciły jak gwiazdy na suficie Wielkiej Sali, była taka cudowna, miał motylki w brzuchu.Wcześniej miał wiele dziewczyn, lecz żadna nie wywoływała u niego takich cudownych uczuć. Wiedział, że w jej żyłach płynie krew willi, ale jej kuzynki, Victorie lub Dominique, również po części wille nigdy tak na niego nie działały. Chciał z nią być lecz nie wiedział czy ona również tego chce.  Mogła mieć każdego chłopaka z całej szkoły.
-James Słuchasz mnie czy nie?!  - Spytał Kris szturchając go w ramie.
-Cco, mówiłeś coś? - Oprzytomniał 
-Pytałem czy wiesz kto został kapitanem Drużyny .
-Aa ,to nie wiem jeszcze, jutro się okaże.
-...jak już mówiłam wstęp do Zakazanego Lasu  jest surowo zabroniony, a każdego kto się tam znajdzie  osobiście ukarze - Powiedziała dyrektorka - To chyba wszystko, więc smacznego!
Powiedziawszy te słowa na stołach pojawiły się przeróżne potrawy.
           Uczniowie zaczęli nakładać sobie wszystkiego po trochu. Po skończeniu kolacji na stołach pojawiły się desery. James nałożył sobie dużą porcję lodów karmelowych z czekoladową posypką. Gdy skończył miał już tak pełen brzuch, że myślał, że nie wstanie. Dyrektorka powstała z miejsca, a wszyscy ucichli.
-Jeśli wszyscy już się najedli, proszę o pójście do swoich dormitoriów. Proszę jeszcze prefektów o odprowadzenie naszych najmłodszych uczniów.
            Wszyscy jak na rozkaz powstali i skierowali się do wyjścia. Po przejściu kilku korytarzy oświetlonych pochodniami znaleźli się przed portretem Grubej Damy.
-Hasło proszę - Rzekła Gruba Dama.
-Musy Świrusy - Od powiedział jeden z prefektów.
          James skierował się do dormitorium chłopców klasy 6. Dzielił je z Louisem, Fredem  i Krisem. Kufry stały już przy łóżku każdego z nich. Zaczął się wyścig do toalety. Dzięki swojej szybkości wygrał James.
-Ha, pierwszy ! - Krzyknął, zamykając drzwi . 
-Nie no, znów?!Dał byś nam choć raz wygrać!- Od powiedział  Kris
-Nigdy, postaraj się gumochłonie!

***

            Chłopak  leżał  jeszcze chwilę w łóżku, rozmyślając o Anabell.Wreszcie udało mu się zasnąć. 
Śnił, że w Grudniu miał być Bal Bożonarodzeniowy, na który ją zaprosił . Zgodziła się. Wyglądała olśniewająco.. Dobrze się razem bawili. Prawie wszystkie piosenki przetańczyli we dwoje, lecz wszyscy chłopcy przez cały bal patrzyli się na nią. Nagle jakiś wysoki brunet "odbił" mu partnerkę. James poirytowany usiadł przy stoliku czekając aż piosenka się skończy i będzie mógł wrócić do partnerki. Nagle ujrzał chłopaka całującego się z jego Anabell. "Nie daruje  mu "-pomyślał .Wstał z krzesła i kierował się do całującej pary ...
-JAMES, WSTAWAJ ! James, za 15 minut zaczynają się lekcje! - budził go Louis
-Dobra już wstaję. A gdzie są wszyscy? - Zapytał
-Na śniadaniu, śpiąca królewno.
-Dlaczego mnie wcześniej nie budziliście?
-Budziłem cie jakieś trzy razy, ale mamrotałeś tylko coś w stylu "nie daruje" czy jakoś tak.
-Aha, dobra, a co mamy pierwsze ?
-Transmutacje  lepiej się pośpiesz jeśli chcesz zdążyć na śniadanie i nie dostać szlabanu od McGonagall.
-Dobra, idę się ogarnąć.
          Wszedł do łazienki ,wykonał wszystkie poranne czynność, uczesał się ,ubrał i wyszedł z dormitorium. W Pokoju Wspólnym spotkał Anabell.
-A ty nie na śniadaniu? -spytał chłopak
-Nie, zaspałam, dziewczyny mówią ze mnie budziły kilka razy, a ja nic nie pamiętam - Odpowiedziała - A ty czemu ni na śniadaniu?
-Ja też zaspałem.
-Masz zamiar iść jeszcze na śniadanie? - Zapytała
-Nie, a ty ?
-Też nie, już i tak nie zdążę, a wole nie dostać szlabanu .
        W chwili gdy doszli do sali od Transmutacji drzwi otworzyły się, a nauczycielka gestem ręki zaprosiła ich do środka. James usiadł w ostatniej ławce razem z Fredem. Przez całą lekcje głowę zaprzątał mu ten sen...
        Jeśli chce z nią być, musi się  w sobie zebrać i ją zaprosić na randkę.  Przecież to jest James Potter, który miał już wiele dziewczyn, a boi się zaprosić właśnie tę. Postanowił, że zaprosi ją przy najbliższej okazji i nie będzie czekał aż jakiś inny chłopak zrobi to za niego. 
          Gdy zadzwonił dzwonek, profesor zadała im esej na półtorej stopy .